Odgrzewane jedzenie na poprawinach – o gościnności słów kilka

poprawiny odgrzewane jedzenie

Nigdy nie sądziłam, że na moim blogu pojawi się taki wpis. Czytając różne fora i grupy przeraziła mnie fala tego zjawiska. Wytłumaczenia zwolenników „odgrzewanych poprawin” nie mają nic wspólnego z prawdziwą gościnnością. Poznajcie moje zdanie.

Są goście, jest impreza

W branży ślubnej jest wiele nurtów, wiele stylów, wiele podejść. To co powinno być uniwersalne bez względu na powyższe, to właśnie gościnność. Ze zrozumieniem tego pojęcia wiele osób ma problem i źle ustawia priorytety podczas organizacji imprezy okolicznościowej. To co dla nas nie stanowi problemu nie oznacza, że jest komfortowe dla innych.

Celem każdej imprezy jest świętowanie. Na to udane składają się trzy czynniki: sympatyczni ludzie, pyszne jedzenie i atrakcyjna rozrywka. Kolejność nie jest przypadkowa, bo najważniejsi są ludzie. Bez nich nie możemy mówić o celebrowaniu czegokolwiek. Dlatego to głównie im należy się uwaga podczas planowania uroczystości.

Co za dużo, to… za drogo

Główny argument jaki pada ze strony zwolenników odgrzewanego jedzenia to obawa przed jego zmarnowaniem. Słusznie? Oczywiście. Dlatego tu robimy STOP i cofamy się do momentu ustalania menu weselnego z restauracją czy salą bankietową, albo nawet jeszcze wcześniej, do momentu podpisywania umowy z salą. Zawsze podpisujemy umowę na najniższy pakiet, z najmniejszą możliwą liczbą gości!!! Umowy organizacji przyjęcia okolicznościowego najczęściej skonstruowane są w ten sposób, że ciężko jest zleceniodawcy zmniejszyć ilość gości czy ilość posiłków. W górę nie ma już takiego problemu.

Żeby mądrze zaplanować menu musimy wiedzieć, o której Para Młoda dotrze na salę, a takiej informacji nie mamy w dniu podpisania umowy. Robi się to z dużo większym wyprzedzeniem niż rezerwację ślubu w kościele czy USC. Takie podejście pomoże Wam zaoszczędzić pieniądze i jedzenie, którego potem nie będziecie musieli odgrzewać gościom na poprawinach.

Gorące posiłki powinno się serwować co 3 godziny. Reszta przekąsek idzie na stoły lub bufety. Jeśli uważacie że to mało, możecie zapewnić kociołki z tzw. daniami regeneracyjnymi – czyli gulasze, zupy kremy itp. I to w zupełności wystarczy.

Pamiętaj!

Czasy „ma być podane, ale nie muszą tego jeść” już minęły. Brak eko-myślenia (zarówno ekonomicznego, jak i ekologicznego) jest już baaaaaardzo passe, nie tylko w branży ślubnej.

Kto nie chodzi na poprawiny to sztywniak??

Kolejny argument „poprawinowych odgrzewaczy” jest taki, że gościom to nie przeszkadza i że – zacytuję tu jedną z internautek – Moi goście nie połknęli szczotki, żeby nie mogli zjeść odgrzewanego jedzenia. Pozazdrościć takiej wiedzy na temat kilkudziesięciu gości i takiej pewności co do ich preferencji. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przeze mnie na Instagramie 70% osób nie chce jeść odgrzewanego jedzenia. Część z tej grupy z tego powodu nie chodzi na poprawiny. Abstrahując już od obecnych przepisów sanepidu, podając odgrzewane jedzenie gościom niepotrzebnie narażasz się na komentarze.

Pozwolę sobie wtrącić tutaj dygresję na temat mojej ciągłej walki o makaron. Jeśli klienci decydują, że na danie główne ma zostać podany rosół to zawsze zwracam uwagę na to, żeby zupa była serwowana każdemu z osobna. (tzw. serwis amerykański) Mam alergię na czekające w talerzach kluski. Nawet sobie nie zdajecie sprawy, o której ten makaron jest wykładany na talerze. Czasem, gdy przychodzę dekorować stoły kilka godzin przed imprezą, on już tam jest. Smacznego!

Tak samo jest z odgrzewanym jedzeniem. Raz podane na stoły nie powinno już więcej na nie trafić i zaraz po zakończonym posiłku powinno być sprzątnięte ze stołów. Co innego dania, które smakują lepiej na drugi dzień – takie jak bigos czy właśnie rosół. Jeśli nie były wcześniej serwowane, podgrzanie ich następnego dnia jest oczywiste.

Ja również nie lubię marnować żywności, dlatego w domu mam zupełnie inną politykę. Często po przyjęciach zostaje jedzenie, które my sami normalnie zjadamy. Znana wersja piosenki „Jutro będzie pomidorowa” dotyczy również mojej rodziny. Całe szczęście wynaleziono zamrażarki i nie musimy zapraszać gości na drugi dzień, żeby nam pomogli.

Heloł! Od tego są poprawiny

No dobrze, ale przecież od tego są poprawiny, żeby zjadać to co zostało – twierdzą niektóre głosy. Czy aby na pewno od tego?!

Rozciąganie świętowania na kilka dni ma służyć pogłębianiu relacji. Poprawiny to ten dzień kiedy Para Młoda jest najbardziej autentyczna, bo nie odczuwa już stresu, presji i może skupić się na rodzinie i przyjaciołach. To okazja, żeby jeszcze się spotkać przed odjazdami czy odlotami. To dzień, w którym świętujemy inaczej, na luzie. To dzień relaksu i regeneracji dla wszystkich. Oznacza to zdrowe, świeże jedzenie, które pomaga uporać się z pozostałościami alkoholu w naszym organizmie. To właśnie na poprawinach trzeba wyjątkowo zadbać o gości, żeby byli w dobrej formie, gotowi do podróży i zrelaksowani przed tygodniem pracy. Nie ryzykujcie zatruć i zmiany smaku zleżałych dań, bo zamiast dobrych wspomnień pozostanie … niesmak.

Podsumowując, skupcie się na dobrze zaplanowanym menu weselnym, a na poprawiny opracujcie nowe. Pieniądze, które wyrzucilibyście do kosza na niepotrzebne dania na weselu, przerzućcie do budżetu poprawinowego. I wszyscy będą zadowoleni. Uwielbiam szczęśliwe zakończenia 🙂 A Wy?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Menu